rafalzaq pisze:arekm pisze:Rysiu: więc widzisz, że można dawać kod źródłowy, a jednocześnie zabronić czerpania niego profitów. Wszystko definiuje licencja. Kwestia tylko jej egzekwowania.
No i właśnie ta kwestia jest tu chyba najważniejsza. Możesz nawet nie mieć świadomości, że ktoś sobie zarabia na twoim kodzie. A jak już znajdziesz takiego osobnika to co zrobisz? Z każdym się będziesz ciągać po sądach i udowadniać, że to faktycznie twój kod i został użyty niezgodnie z licencją? Zlikwidujesz jednego to pojawi się pięciu następnych.
rafalzaq pisze:Oczywiście popieram udostępnianie kodu na wolnych licencjach. Sam w (bardzo) niewielkim stopniu przyczyniłem się do rozwijania pewnej dystrybucji linuksowej. Jednak egzekwowanie postanowień licencji nie zawsze jest takie proste. Szczególnie jeśli chodzi o taki soft latarkowy, który łatwo da się użyć i sprzedać. Jeśli autor kodu sobie nie życzy aby ktoś inny na nim zarabiał to nie wystarczy wydać wszystkiego na odpowiedniej licencji. I tak znajdą się osoby, które będą żerować na czyjejś pracy. W tym widzę największy problem.
Heh, taki mały dłubacz-hobbysta niewiele może. W zasadzie są prawnicy i biegli specjalizujący się w odpowiednich dziedzinach i wszelkie koszty pokryje oszust któremu udowodnić swoje racje nie powinno być trudno, to patrząc na polskie realia, to potem wyegzekwować od kogoś należne pieniądze jest czasem bardzo trudno lub wręcz niemożliwie.
To Polska, a co z innymi krajami? Znajdowałem swoje układy sprzedawane w głębokiej Rosji czy w Ameryce Południowej. Co jestem w stanie zrobić? Kompletnie nic, po za wysłaniem maila do sprzedającego/serwisu z opisem sytuacji - tylko raz to podziałało i co dziwne w Rosji. Facet cofnął ofertę i wyjaśnił że projekt wziął z takiej i takiej strony. Patrze, faktycznie, strona chyba Radiokot.ru lub podobna, przeklejają układy z innych stron pisząc własne opisy. Zabrakło praw autorskich. Po krótkim mailu przeprosiny i stosowna informacja się pojawiła. Napisałem do faceta że może sprzedać to co już sobie w domu tam skonstruował, bardzo pozytywnie
Raz znalazłem swój projekt jako gotowy produkt na niemieckim ebay, a w zasadzie to pewien człowiek mnie o tym poinformował. Układ który wyświetlał informacje o swoim pochodzeniu i informacje o zakazie komercyjnego wykorzystania - zabezpieczone w kodzie wynikowym przed podmianą tekstu itd - sprzedający o tym nie wspomniał, chętni do zakupu byli. Ebay ma jakiś program do zgłaszania ofert które naruszają prawa autorskie i tym podobne, i z tego co wyczytałem jest to jedyna droga. Jest to skonstruowane jak by dla jakichś dużych firm/korporacji, a nie dla osób fizycznych. Nie napisano nigdzie tego wprost, ale tak to wygląda aby odstraszyć tych mniej obeznanych, czyli nas. Formularz musiałem wypełnić (w tym umieścić linki do tych ofert), wydrukować, podpisać własnoręcznie, i przefaksować lub zeskanować i przesłać mailem - nieźle. Tym bardziej jak wyobraziłem sobie jak oni ręcznie przepisują te linki w przeglądarkę - WTF? Długo nie odpisywali aż dostałem odpowiedź z jakiegoś polskiego oddziału, wyglądało to jak by dopiero co utworzyli taki oddział w Polsce. Nowy formularz pisany na kolanie, jakieś dane które miałem wziąć z kosmosu, ogólnie sprawiało to wrażenie że cała procedura wygląda skomplikowanie. Furia mi minęła i sprawę zostawiłem w spokoju, choć ten ich cały program po potwierdzeniu praw autorskich z tego co pamiętam oferował takie możliwości jak własnoręczne natychmiastowe zdejmowanie podejrzanych ofert z serwisu, czyli klikam i oferta znika, i jak wystawiający nie zgadza się z powodem zdjęcia to dopiero wtedy wymagana jest jakaś moja akcja. Mogłem coś pokręcić bo to było kilka ładnych lat temu, ale tak to z grubsza wyglądało.
Znajdowałem też swoje projekty jako gotowe produkty na allegro, sprzedawane po 5-10 sztuk, wykonanie diy. Po wysłaniu maila i postraszeniu odpowiednimi paragrafami aukcja znikała a sprzedający tłumaczył się że zrobił sobie kilka sztuk ale mu zostało... tak... 10... i cena jakoś nie liczona po kosztach elementów bo raczej 500%+
Może to i nie do końca w porządku że tak "atakuję" ludzi broniąc swoich praw, ale czemu oni zarabiają na mojej pracy bez żadnych konsekwencji, a mi za to samo dowalą 1000zł zusu i 19%, nawet jak zarobie na tym 100zł w miesiąc
Po za tym są projekty mające dwóch lub więcej autorów. Jeśli jeden nie zgadza się na komercyjne wykorzystywanie, to ja, nawet jeśli mi to obojętne, czuję się w obowiązku zareagować.
Idea wolnego oprogramowania jest piękna, ale to głównie oprogramowanie na PC na powielaniu którego nikt nie jest w stanie się dorobić. Z softem na mikrokontrolery jest ciut inaczej, tu bez problemu można znaleźć chętnych na cały zmontowany działający układ. Chętnych, którzy zdają sobie sprawę z tego na jakiej licencji jest dany projekt, ale i tak kupią nielicencjonowany produkt wspierając tym samym ten proceder. Jeśli autor nie pozwala kopiować i sprzedawać, sam tego nie robi a projekt jest ciekawy, to nie ma się co dziwić. Sam coraz bardziej skłaniam się do pomysłu opublikowania zaległych źródeł jako open source / open hardware
Choć z drugiej strony trzymanie ich pod kluczem może przyciągnąć zainteresowanie firm które chciałyby kupić do nich prawa. Stworzenie nowego softu będzie czasochłonne i kosztowne, więc po co się męczyć, skoro odpowiednie oprogramowanie już istnieje, jest w pełni rozwinięte i przetestowane, wystarczy zapłacić za nie autorowi...tak, takie rzeczy przydarzają się w naszym kraju
Ja nie bronię... wystarczy się skontaktować i zapytać. Chcesz na tym zarabiać, ok, jak chcę %. Chcesz puścić małą partię po kosztach produkcji, nie ma problemu, nic za to nie chcę, będę zadowolony że ludzie mogą kupić